Altri brani di Sarius
Altri brani di Bonson
Altri brani di Leśny
Descrizione
Voce: Kafar Dix37
Voce: Sarius
Voce: Bonson
Produttore: Kudel
Programmatore: Kudel
Produttore: Leśny
Programmatore: Leśny
Paroliere: Paweł Grabeus
Paroliere: Mariusz Golling
Paroliere: Damian Kowalski
Compositore: Kacper Kudła
Compositore: Patryk Leśniewski
Testo e traduzione
Originale
Czwarta rano, cztery gramy, cztery ściany, cztery litry.
Dwóch już śpi, my słuchamy, wszyscy wyszli. Dawaj, siadaj, pogadamy o miłości, nienawiści.
My nie znamy siebie, wszystko wiedzą o nas wszyscy. Cztery dychy, trochę pychy, dużo wspomnień.
Te, co chcę zapomnieć, to wracają do mnie. Ja najlepsza wersja siebie?
Raczej ciężko, żebym mógł tak o sobie powiedzieć.
Mam przyjaciół na zawsze, choć część ich widzę rzadko. Mam ciary, jak to piszę. Taką byliśmy bandą.
Ja dalej gdzieś ze spiwem i na wiecznym rauszu. To właśnie pokolenie, co rosło na melanżu.
Ciężko dotrzymać słowa, ale o to chodzi, bo gdyby było łatwo, to każdy by to robił.
Rodzina była zawsze, szczególnie gdy zawiodłem i była bliżej mocniej, gdy pojawił się problem.
Dlaczego też nie śpisz znów?
Spaliłbym wszystkie maszty, by nie wracać na sam szczyt. Nie czekam, kiedy zaśnie bóg, tylko zjeżdżam na parter.
Mam podrapany pancerz. Dlaczego też nie śpisz znów?
Spaliłbym wszystkie maszty, by nie wracać na sam szczyt. Nie czekam, kiedy zaśnie bóg. Zaraz będzie po czwartej.
Wytrzymam to jak zawsze.
Miałem kończyć z życiem, miałem kończyć z rapem, bo mam dość tych liter i mam dość tych hafer.
Pełen floty liter, tak jak po wypłacie, ależ oczywiście, że tej nocy stracę. Patrzą na mnie, jak na ćpuna się patrzy.
Ja wiedziałem, że tak będzie już w dwa zero jedenastym i jakbym rozmawiał z matkiem, to by teraz ci poświadczył, że wtedy mówiłem mu, że nie pozbędę się tej łatki już nigdy, bo lubię przegiąć i się nie ma co. . . A te kurwy ciągle mówią: "Siema,
Wąsik, nie masz coś mi dorzucić w pardonsik?
" Mówię: "Nie mam coś, ty idź, wypierdalaj, bo ci zaraz sprzedam loki".
Miałem przyjaciela, jeden, drugi, trzeci i nas nie ma. Chyba melanż, kurwa, jeden, drugi, trzeci ich zabiera.
I patrz teraz, bo się jeden, drugi z trzecim chyba przejadł.
I afera, kurwa, że ja zły, gdy sam się tym nacierasz. Jebać ich! Tfu. Dlaczego też nie śpisz znów?
Spaliłbym wszystkie maszty, by nie wracać na sam szczyt.
Nie czekam, kiedy zaśnie bóg, tylko zjeżdżam na parter. Mam podrapany pancerz. Dlaczego też nie śpisz znów?
Spaliłbym wszystkie maszty, by nie wracać na sam szczyt.
Nie czekam, kiedy zaśnie bóg. Zaraz będzie po czwartej. Wytrzymam to jak zawsze.
Wytrzymam to jak zawsze.
Traduzione italiana
Quattro del mattino, quattro grammi, quattro pareti, quattro litri.
Due di loro dormono già, ascoltiamo, se ne sono andati tutti. Avanti, siediti, parliamo di amore e odio.
Non conosciamo noi stessi, tutti sanno tutto di noi. Quattro dieci, un po' di orgoglio, tanti ricordi.
Le cose che voglio dimenticare tornano in me. Io la migliore versione di me stessa?
È piuttosto difficile per me dirlo di me stesso.
Ho amici da sempre, anche se li vedo raramente. Mi vengono i brividi a scrivere questo. Questo è il tipo di gruppo che eravamo.
Sono ancora da qualche parte a bere e a divertirmi. Questa è la generazione cresciuta a melange.
È difficile mantenere la parola data, ma è proprio questo il punto, perché se fosse facile lo farebbero tutti.
La famiglia era sempre lì, soprattutto quando fallivo, ed era più vicina e più forte quando si presentava un problema.
Perché non dormi di nuovo anche tu?
Brucerei tutti gli alberi per non tornare in cima. Non aspetto che Dio si addormenti, scendo semplicemente al piano terra.
La mia armatura è graffiata. Perché non dormi di nuovo anche tu?
Brucerei tutti gli alberi per non tornare in cima. Non aspetto che Dio si addormenti. Saranno passate poco le quattro.
Lo sopporterò come sempre.
Avrei dovuto porre fine alla mia vita, avrei dovuto porre fine al rap, perché sono stufo di queste lettere e sono stufo di questi Hafer.
Pieno di lettere, proprio come quando vieni pagato, ma ovviamente perderò quella notte. Mi guardano come guarderesti un drogato.
Sapevo che sarebbe stato così alle due zero undici, e se avessi parlato con mia madre, ti direbbe adesso che gli ho detto che non mi libererò mai di questa etichetta perché mi piace spingermi troppo oltre e non ha senso. . . E queste puttane continuano a dire: "Ciao,
Baffo, non hai qualcosa da aggiungere alla mia scusa?
" Dico: "Non ho niente, vai fuori dai coglioni, altrimenti ti vendo i tuoi riccioli".
Avevo un amico, uno, due, tre e non ci siamo più. Immagino che sia un dannato pasticcio, uno, due, tre li stanno prendendo.
E guarda adesso, perché uno, il secondo e il terzo probabilmente hanno mangiato troppo.
E dannazione, mi arrabbio quando te lo strofini addosso. Fanculo loro! Uff. Perché non dormi di nuovo anche tu?
Brucerei tutti gli alberi per non tornare in cima.
Non aspetto che Dio si addormenti, scendo semplicemente al piano terra. La mia armatura è graffiata. Perché non dormi di nuovo anche tu?
Brucerei tutti gli alberi per non tornare in cima.
Non aspetto che Dio si addormenti. Saranno passate poco le quattro. Lo sopporterò come sempre.
Lo sopporterò come sempre.