Altri brani di Lukasyno
Altri brani di Kriso
Descrizione
Voce: Lukasyno
Voce: Siara
Produttore: Kriso
Programmatore: Kriso
Paroliere: Łukasz Szymański
Paroliere: Kamil Bucko
Compositore: Krzysztof Bejda
Testo e traduzione
Originale
Trudzień rano zimną wodą przemywam twarz zaspaną.
W duszy czuję się wciąż młodo, ale ciało w kość dostało. Wiem, gdzie kręte drogi wiodą.
Wróciłem tu z oddali, tam na klatce zawsze wiało chłodem. By coś zmienić, byliśmy zbyt mali.
Dawny świat za zasłoną nocy wypełniony łzami.
Życie miało dla nas swoje plany, zabiźnione rany. Szuka w sobie wad, kto się czuje niekochany.
Ludzie nie potrafią dać ci więcej, niż dostali sami. Wybaczamy, drugi raz nie zaufamy.
Za zamkniętymi drzwiami zostaw dawne bramy. O rodzinie, jak o zmarłych, dobrze albo wcale.
Do hartowanej w ogniu stali nie dolewaj żalu stary. Wiesz, jak jest.
Raz świeci słońce, raz pada deszcz. Patrzysz na niebo, widzisz chmury lub promienie.
Widzisz to, co chcesz. Dziś siłę mam za trzech. Powolny wdech daje mi spokój.
Został nam tylko śmiech. Dalej przejdziemy swą nić żywota.
Ogarnia dreszcz, bo tam na blokach ktoś stracił sens. Żywe wspomnienia nie topnieją, gdy zamknę oczy.
Zapadam w sen, przewietrzam pokój, mącę myślami w nocy półmroku. Kim jestem? Wiem. Skąd jestem?
Wiem. Poznają nas po owocach.
Mierzą mnie swą miarą, mam swój szczyt. Nie daj za wygraną, trzymaj szyk.
Kilku nas zostało. Dobrze nie wróżył nam nikt. Pięć razy paść, sześć razy wstać.
Nie mam siedmiu żyć. Mierzą mnie swą miarą, a ja mam swój szczyt.
Nie daj za wygraną, trzymaj szyk. Kilku nas zostało. Dobrze nie wróżył nikt.
Pięć razy paść, sześć -razy wstać. Nie mam siedmiu żyć.
-Czekając na jutro, choć nie wiesz, czy lepsze nie było wczoraj.
Wracam do czasów, wtedy ludzi nie dzieliła jakaś śmieszna dola. Widziałem te twarze wyryte w betonie jak luka.
I dalej też widzę tych ćpunów leżących na Łodzi na brukach.
Życie dało mi szansę, więc nie chciałbym więcej zaliczyć klęski. Bo kiedy dachujesz, wtedy widzisz tak naprawdę, kto jest ile warty.
Śmiech zakrywa smutek, serce się goi, lecz zostają blizny.
A łatwo wydaje się tylko ten pieniądz, co wpada w kieszeń z łatwizny.
Esperanto, podwórek to trasa przez centrum, tam na dziesiątki.
Smak życia gorzki, zjazd bywa ostry, kolejne palą się mosty. My od gorszego Boga i nie każdy tutaj wyrósł na przestępcę.
Gdy widzę ci ziomeczku z dziećmi, to uwierz, że wtedy raduje się serce.
Widziałem wariatów, sami się kładli na torach.
I dobrych chłopaków życie zmieniło w potwora. Tak jest na tym szlaku.
Jedna miłość dla podwórek, które nucą z nami te słowa. Pięć razy paść, sześć razy wstać i zawsze do góry głowa.
Mierzą mnie swą miarą, mam swój szczyt. Nie daj za wygraną, trzymaj szyk.
Kilku nas zostało. Dobrze nie wróżył nam nikt. Pięć razy paść, sześć razy wstać.
Nie mam siedmiu żyć. Mierzą mnie swą miarą, a ja mam swój szczyt.
Nie daj za wygraną, trzymaj szyk. Kilku nas zostało. Dobrze nie wróżył nikt.
Pięć razy paść, sześć razy wstać.
Nie mam siedmiu żyć.
Traduzione italiana
Al mattino mi lavo la faccia assonnata con acqua fredda.
Mi sento ancora giovane nella mia anima, ma il mio corpo ha subito un duro colpo. So dove portano le strade tortuose.
Sono tornato qui da lontano, nelle scale faceva sempre freddo. Eravamo troppo piccoli per fare la differenza.
Il vecchio mondo dietro il velo della notte, pieno di lacrime.
La vita aveva i suoi piani per noi, le sue ferite guarite. Cerca difetti in se stesso, chi si sente non amato.
Le persone non possono darti più di quello che hanno ricevuto. Perdoniamo, non ci fideremo più.
Lasciare i vecchi cancelli a porte chiuse. Sulla famiglia, come sui morti, beh o per niente.
Non versare rimpianti nell'acciaio indurito, vecchio mio. Sai com'è.
A volte splende il sole, a volte piove. Guardi il cielo, vedi nuvole o raggi.
Vedi quello che vuoi. Oggi ho la forza di tre. Fare un respiro lento mi dà pace.
Non ci resta che ridere. Continueremo il nostro filo della vita.
Provi un brivido, perché in quei blocchi qualcuno ha perso il senno. I ricordi vividi non si sciolgono quando chiudo gli occhi.
Mi addormento, arieggio la stanza e penso nel crepuscolo della notte. Chi sono io? Lo so. Da dove vengo?
Lo so. Ci riconosceranno dai nostri frutti.
Mi misurano secondo i loro standard, sono al culmine. Non mollare, resta in linea.
Siamo rimasti in pochi. Nessuno ci ha fatto ben sperare. Cadi cinque volte, rialzati sei volte.
Non ho sette vite. Mi misurano secondo i loro standard e sono al culmine.
Non mollare, resta in linea. Siamo rimasti in pochi. Nessuno era di buon auspicio.
Cadi cinque volte, rialzati sei volte. Non ho sette vite.
-Aspettando domani, anche se non sai se ieri non è stato migliore.
Torno ai tempi in cui le persone non erano divise da un destino ridicolo. Ho visto questi volti scolpiti nel cemento come un varco.
E vedo ancora quei tossici sdraiati sui marciapiedi di Łódź.
La vita mi ha dato una possibilità, quindi non voglio fallire di nuovo. Perché quando ti giri, è allora che vedi davvero chi vale cosa.
Le risate coprono la tristezza, il cuore guarisce, ma le cicatrici rimangono.
E solo i soldi che ti cadono in tasca sono facili da spendere.
Esperanto, il cortile è un percorso che attraversa il centro, ce ne sono decine.
Il sapore della vita è amaro, la discesa può essere brusca e i ponti bruciano. Veniamo da un Dio peggiore e non tutti qui sono cresciuti per diventare criminali.
Quando ti vedo, amico mio, con i tuoi figli, credimi, il mio cuore esulta.
Ho visto gente pazza sdraiata sui binari.
E la vita ha trasformato i bravi ragazzi in mostri. Così è su questo sentiero.
Un amore per i cantieri che canticchiano con noi queste parole. Cadi cinque volte, rialzati sei volte e tieni sempre la testa alta.
Mi misurano secondo i loro standard, sono al culmine. Non mollare, resta in linea.
Siamo rimasti in pochi. Nessuno ci ha fatto ben sperare. Cadi cinque volte, rialzati sei volte.
Non ho sette vite. Mi misurano secondo i loro standard e sono al culmine.
Non mollare, resta in linea. Siamo rimasti in pochi. Nessuno era di buon auspicio.
Cadi cinque volte, rialzati sei volte.
Non ho sette vite.